„Gdy zmierzchają wieczory / i spadają sny, / wchodzą marzenia, te piękne, / na palcach w nasze dni”, czyli ekspresjonizm z katastrofizmem połączy się tylko w mroku

Umbra vitae, czyli Cień życia to wydany pośmiertnie tom wierszy Georga Heyma, urodzonego w Jeleniej Górze wybitnego niemieckiego protagonisty ekspresjonizmu. Jest to wstrząsające studium tego, czym w wyobraźni poety miał się stać XX wiek, włącznie z druzgoczącą w skutkach konfrontacją dobra ze złem i niewzruszoną dominacją tego drugiego w najczarniejszym okresie historii Europy. Poza sugestywnymi obrazami dogorywających ludzi i przerażających postaci, które na oczach czytelnika wychodzą z infernalnych czeluści, na plan pierwszy wysuwa się w Umbra vitae trwoga wynikająca z faktu, że ludzie zwykli nie dostrzegać ewidentnych zapowiedzi tego, co za chwilę ma mieć miejsce. Świat tutaj przedstawiony zdaje się pogrążony w martwocie wiecznej, która jest dla pozoru przykryta cienką warstwą niczym niezakłóconej realności. Snujące się po niej zjawy i cienie wszem wobec zapowiadają nadchodzącą katastrofę, lecz nikt ich nie słucha, jakby wszyscy śnili na jawie, co nie tyle wzmaga nasilenie fantasmagorii, ile przede wszystkim intensyfikuje ukryte głęboko w strukturze wierszy przerażenie wypowiadających się w nich podmiotów. Choć trudno jednoznacznie zidentyfikować źródło stanu, o którym mowa w Umbra vitae, poza spiętrzeniem się ponad miarę w historii cywilizacji człowieka negatywnych zdarzeń, to bezpośrednią przyczyną wszystkiego, co tutaj opisane jest upersonifikowana wojna – atawistyczne i bezsensowne starcie się wielu sił w imię nieludzkich idei. Jej zaistnienie jest dla Heyma niepodważalnym dowodem na nierozerwalne powiązanie destrukcji z kreacją, co stanowi dla niego impuls do konstruowania poetyckiego świata w oparciu o osobliwą hierarchię bytów, klasyfikowanych według stopnia swej degradacji. Wyłania się z tego fatalistyczna historiozofia, gdyż wszystko w Umbra vitae zdaje się przejrzałe, anachroniczne i jakby już niegdyś zaistniałe. Trudno wskazać tu cokolwiek, co byłoby w sposób czysty nowe. Przerażenie, którego reprezentacja zajmuje w tym tomie najwięcej miejsca, wydaje się mieć swe źródło w przekonaniu, że czas przeminął i wszystko się stało, a obłąkanie nie jest aberracją, ale stanem jak najbardziej normalnym. Pozostaje tylko anabaza – wyjście z podziemi wszystkich zmarłych w skrzętnie tu ukrywanej nadziei, że po spaleniu wszystkiego nie nadejdzie wieczysta cisza, ale odrodzenie.

Umbra vitae oparte jest także na oryginalnej reinterpretacji historii zbawienia i opowieści Homera. Heym dokonuje tak zderzenia opozycyjnych kulturowych narracji, co ma swój pogłos również w burzliwych reakcjach pomiędzy antagonistycznymi ideami, które są głównym przedmiotem tego tomu. Bohaterzy tych wyznań, czyli ludzie – jako byty irracjonalne, wybrakowane i wyobcowane – zostają przefiltrowane przez repertuar surrealistycznych rekwizytów i dlatego trwają w stanie zawieszenia pomiędzy życiem a śmiercią, pragnieniem wyjścia i poznania nowej, zniszczonej rzeczywistości a koniecznością ukrycia się z powodu uzasadnionego lęku przed śmiercią. To rozdarcie sprawia, że wiersze – poprzez symbole jako swego rodzaju obrazy duszy –  przedstawiają stopniową utratę sił człowieka, który w sposób spazmatyczny zmierza od właściwej sobie już od pierwszych chwil życia wątłości ku ostatecznemu zatrzymaniu się, marazmowi intelektualnemu i cielesnemu wyniszczeniu. Umbra vitae to także z tej perspektywy przerażający efekt refleksji nad konsekwencjami zrównania ideałów estetyczno-moralnych z niegdysiejszymi antywzorcami oraz nabrzmieniem duchowości przez negatywizm. Spośród nich – zdaniem Heyma – najtragiczniejsze jest zachwianie się w posadach ustalonego od wieków porządku, wywrócenie na nice tendencji, które nadają tor egzystencji człowieka, czy roszczenie sobie przez ludzi praw do boskości czy lucyferyzmu. Tym samym Umbra vitae to poetyckie urzeczywistnienie najczarniejszych koszmarów ludzkości oraz rozważenie, co mogłoby się stać, gdyby od nas, żyjących, zmarli zażądali sprawiedliwości. Wydaje się, że dążąc do realizacji tych artystyczno-wizyjnych celów, poeta poszukuje takich środków wyrazu, które uczynią jego wizję uniwersalną, przez co równie często wyznanie liryczne dokonuje się w Umbra vitae z perspektywy „ja” lirycznego, jak i amorficznego tłumu czy antropomorfizowanego miasta. Dlatego obecni są tutaj zarówno prorocy zagłady, którzy wykonują gesty momentalnie zmieniające stan skupienia materii i turpistycznie rozkoszujący się efektami swych poczynań, jak i samoświadoma przestrzeń czy poszukujące otuchy indywidua.

Heym jest poetą, który dokonuje pogłębionego namysłu nad istotą ludzkiej egzystencji. Jej efektem są dominujące w Umbra vitae wizje ludzi, których permanentnie coś wabi, być może jakieś nieskonkretyzowane i dążące do zawładnięcia nimi siły. Najczęściej są oni przedstawiani na tle ogrodów zamarłych, spazmatycznych organizmów, funkcjonujących w tym tomie jako metafora kompleksu idei, które niegdyś konstytuowały stabilną rzeczywistość, a teraz zaświadczają o jej wyczerpaniu się. Inną formą dramatu, jaka z tego wynika, jest niewzruszoność tych wszystkich, którzy mogliby przywrócić porządek w tym zepsutym świecie poetyckim. Ich głuchota na cierpienie innych – uzasadniona co prawda ich skupieniem, medytacją i pragnieniem przetrwania – umożliwia lub nawet pomaga diabelskiej energii opanowywać kolejne sfery, które są opisywane przez poetę, czego konsekwencją jest ujednolicenie. Zacierają się różnice i wszystko staje się tak samo złe. Z kolei lunatycy, czyli ci, którzy doświadczają zagłady, zdają się umarli już za życia, wyzuci z emocji lub pozbawieni duszy, w czym w żaden sposób nie pomaga im podejmowanie prób dostąpienia wieczności lub ukrycia się gdzieś w kazamatach świata. Siła wyobraźni Heyma, która integruje wszystkie te elementy, wynika z jej otwartości na nawet skrajne interpretacje istotnych dla naszej kultury motywów, jak męka Chrystusa, czy historia Orfeusza. Kolejne przejawy jego niesamowitego talentu, czyli wiersze zebrane w Umbra vitae, ujawniają trzy zasadnicze pola jego refleksji, które w tej konfiguracji uczyniły z jego poezji nieśmiertelne świadectwo epoki, w jakiej powstawała. Mowa o przestrzeni, nieskończoności i wieczności. Ich osobliwy splot, czyli spoglądanie pod podszewkę tego, co widoczne na pierwszy rzut oka i myślenie o tym, co wykracza poza percepcyjne zdolności człowieka, pozwala nam sobie unaocznić, że nasze życie ma wiele cieni, których rozpoznanie może stać się impulsem do uczynienia naszej egzystencji lepszą.

Autor: Przemysław Koniuszy

Georg Heym „Umbra vitae”, drzeworyty E. L. Kirchner, tłum. A. Lam, Warszawa 2016, s. 70

„Gdy zmierzchają wieczory / i spadają sny, / wchodzą marzenia, te piękne, / na palcach w nasze dni”, czyli ekspresjonizm z katastrofizmem połączy się tylko w mroku