„Wszystkie drogi są morzem”, czyli jak zmyślenie odróżnić od wymyślania

Zagroda zębów, najnowsza książka Wita Szostaka, to nie tylko przeniesienie wieloletniej fascynacji autora historią Odyseusza na płaszczyznę twórczości, ale również kontynuacja prób przywracania sławy pieśni, co miało miejsce w Oberkach do końca świata. Celem Zagrody zębów, zbioru oryginalnych wariantów opowieści o Odyseuszu jest podkreślenie, że żyjemy w kulturze słowa. Jeżeli coś nie zostało opowiedziane, to tym samym nie istnieje lub co najmniej jest wątpliwe. Z kolei, gdy jakieś zdarzenie zostało znarratywizowane, to wówczas nie ma przesłanek do podważania jego faktyczności. Ta książka utwierdza to status quo, wykazując, że naszym światem rządzi rytm pieśni – wszystko tak naprawdę zależy od fantazji aojda, okoliczności aktu snucia opowieści, czy konfiguracji zdarzeń, która w danym momencie okaże się przekonująca. Kryje się w tym także doza nieufności wobec tego, czy wizja dziejów Odysa zachowana do naszych czasów w zaskakująco krystalicznej formie rzeczywiście była jedyną, jaka kiedykolwiek istniała. Mity zwykły bowiem ulegać transformacji, dlatego i my – zdaniem Wita Szostaka – powinniśmy kontynuować tę tradycję. Tym samym autor oczyszcza tutaj mit z różnych naleciałości, bez których ten nie mógłby funkcjonować w świadomości kulturowej, aby następnie – w poszukiwaniu opowieści niewydarzonych – zinterpretować jego poszczególne składniki, oryginalnie je przetworzyć i wprowadzić zamiast nich elementy nowe lub być może uznane kiedyś za błędne, choć dziś wydające się równie sensowne, jak te z Odysei Homera.  Jest to istotne tym bardziej, że tego rodzaju opowieści bardzo głęboko mają w sobie zakorzeniony efekt nieprawdopodobieństwa i nadprzyrodzoności, dlatego kluczowe w Zagrodzie zębów jest zjawisko rozczarowania – poczucia, że dana sekwencja zdarzeń, choć hipotetycznie jest możliwa, to jednak nie może spełniać funkcji wyjściowego mitu. W historii Odyseusza zdaje się bowiem przede wszystkim chodzić o konflikty, które rodzi kapryśne przeznaczenie. Dzięki ich ekspozycji w Zagrodzie zębów ów mit staje się historią cywilizacji à rebours, a z niej z kolei wyłania się upadek jako immanentna zasada „rozwoju” naszej rzeczywistości. Tym samym jest to opowieść o różnych uwarunkowaniach „dziania się” w świecie, jako wypadkowej czasu, przestrzeni i faktów.

Tak Wit Szostak bada moc sensotwórczych miejsc jednej z najbardziej wpływowych opowieści w dziejach, aby – na drodze jej dekonstrukcji i krytycznej recepcji – wskazać w niej miejsca dyskusyjne, niewypełnione do końca materią narracji i potencjalne, czyli prawdopodobnie niezgodne ze stanem faktycznym. Mówiąc o różnych możliwościach rozwiązania historii Odyseusza, w istocie pragnie nam pokazać, jak bardzo niechętni jesteśmy opowieściom, które przeczą naszym paradygmatom i są antagonistyczne względem tego, co powszechnie przyjęte. Wielość zaprezentowanych tutaj rozwiązań fabularnych w autorskim zamierzeniu powinna – jak się wydaje – budzić wątpliwości co do ich sensowności, aby następnie przekształcić się w pewność, że dzięki nim możemy dotrzeć do źródeł danej opowieści i tym samym lepiej ją zrozumieć, czyli wyciągnąć z niej sens ukryty dla nas wiele wieków wcześniej. Wariantywność historii Odyseusza doprowadza do tego, że w Zagrodzie zębów nazwy traktowane są jako zasłona prawdy, jakby słowa budujące wersję Homera były efektem kompromisu, a więc nie przekazywałyby istoty rzeczy, ale meandrowały. Celem mitu nie jest więc tylko stwarzanie przyjemności, ale przede wszystkim budowanie tożsamości i współtworzenie poczucia jedności. Dlatego w ujęciu Szostaka historia Odysa rozgrywa się pomiędzy obcością i bliskością, brakiem zaufania i intuicyjnym zaakceptowaniem tego, co nieznane. Wskazuje na to chociażby to, że jednym z najważniejszych zwrotów akcji jest w Zagrodzie zębów najczęściej podanie przez kogoś nieprawdziwych informacji, mylna interpretacja faktów lub nieufność wobec obcego, który przynosi wieści o Odyseuszu. W historiozoficznym ujęciu te warianty mitu są głębokim namysłem nad tym, jak wielką rolę w dziejach świata odegrała mądrość, przenikliwość, głupota i naiwność. W ten sposób Szostak nie tylko korzysta z nieśmiertelnej struktury narracyjnej i poetyki Homera (chociażby poprzez bardzo ciekawe i umiejętne wykorzystanie charakterystycznych dla niego powtórzeń), ile nade wszystko buduje własną wizję rzeczywistości na bazie tego, co ukryte w tekście greckiego aojda. Świat, w którym umiejscawia Odyseusza, pełen jest zwodniczych miejsc, które gubią nie tylko jego, lecz także tych, którzy widzą sens swojej egzystencji w jego odnalezieniu. Podkreśla tak, że choć życie przeszłością może wydawać się wtórne, to przynosi wiele korzyści, jak namysł nad kosmogonią czy spostrzeżenie, że wszystko, co umarło, może się niepostrzeżenie odrodzić. Zagroda zębów pokazuje bowiem, że zadomowienie się jest fikcją, gdyż nie wiemy, skąd wyruszamy i dokąd zmierzamy. Pisanie o tym we współczesności – w przekonaniu Szostaka – musi koniecznie mieć miejsce, gdyż dotychczas nie znalazł się nikt, kto pisałby o tym na tyle przekonująco jak dawni poeci, wysłannicy bogów, zawsze istniejący poza ramami wyznaczanymi przez społeczeństwo, swego rodzaju prorocy we własnych krajach, którzy uwodzili i upajali opowieściami. Tego rodzaju traktowanie mitu Odyseusza jako momentu zwrotnego w rozwoju intelektu i antycypacja idei, które stanowią podstawę cywilizacji Zachodu, z miłosierdziem i wrażliwością na czele, pozwala nie tylko zachować łączność z tradycją, ile stwarzać nowe jakości.

Wit Szostak uwalnia Odyseusza z konwencji, aby przedstawić go jako postać nie tyle otoczoną w swym micie szeregiem równie interesujących osobowości, ile przede wszystkim zawieszoną w czasoprzestrzeni, istniejącą nie tylko w micie, ale będącą nieustannie na pograniczu światów, w podróży, w nieokreśloności – pomiędzy śmiercią, uwięzieniem i ukryciem. Albo nikt o nim nie wie, albo wręcz przeciwnie – każdy zdaje się go znać równie dobrze, jak samego siebie. Szostak lubuje się więc w opozycjach, jego wizja znajduje się na samej granicy wielosłowia i pustosłowia, zatrzymanej świadomości i wybuchowej osobowości bohaterów, prawdy, która rani lub oślepiającego kłamstwa, zapomnianego bohatera lub znajdującego się w samym centrum uwagi człowieka-ikony. Z tego powodu kolejne warianty opowieści o Odyseuszu w wydaniu Szostaka – jako metafory egzystencji człowieka współczesnego – zdają się wręcz do granic możliwości wypełnione przesłankami, które mają doprowadzić do odnalezienia Odyseusza. Fakt, że rzadko kiedy dochodzi to do skutku, jest w tej książce punktem centralnym. Bohater Zagrody zębów nie tylko wraca do Itaki, ale w ogóle z niej nie wyrusza, przyjmuje inną tożsamość, zostaje zapomniany nawet przez tych, którzy powinni na niego czekać, staje się karykaturą samego siebie lub najzwyczajniej umiera. Tak Szostak pokazuje, że wmówienie może stać się oświeceniem, gdyż zwykli ludzie także mogą wcielić się w Odyseusza, podzielić jego losy unieśmiertelnione przez Homera. Jest to możliwe dlatego, że według filozoficznych fundamentów książki Szostaka człowiek jest miniaturą wszechświata. Niewykluczone jest także, że bohater Zagrody zębów stał się nieśmiertelny i wciąż szuka swej Itaki, ponieważ Odys –  o ile uda mu się uniknąć wypalenia swej boskiej natury –  może równie dobrze zwątpić w swój mit i zaprzeczyć mu, chociażby stając po stronie zwyciężonych i pomagając w trudzie odbudowy Troi. I tak sensy w Zagrodzie zębów rozmywają się lub mieszają, w następnej kolejności reagując lub milknąc w dialogu między sobą, co ma odzwierciedlać wyczerpywanie się przeznaczenia człowieka, jako bezwolnego narzędzia sił znacznie potężniejszych od siebie. Historia Odyseusza pokazuje bowiem, że znaczące wydarzenia nie dzieją się ot tak – muszą zostać zakorzenione w czasoprzestrzeni, a gdy to się nie powiedzie, swoją obecność zaznacza ironia losu, gmatwając konfiguracje zdarzeń.

Autor: Przemysław Koniuszy

Wit Szostak „Zagroda zębów”, Powergraph, Warszawa 2016, s. 104

„Wszystkie drogi są morzem”, czyli jak zmyślenie odróżnić od wymyślania